O inspiracji z obserwacji i problemie młodego pokolenia

imgl5669_smallO inspiracji z obserwacji i problemie młodego pokolenia

Rozmowa z Pawłem Mossakowskim, autorem dramatu „Trójka”

Powiedział Pan, że „Trójka” jest pana powrotem do dramatu. W jakim sensie?

Zaczynałem od dramaturgii. W drugiej połowie lat 80-tych pisywałem sporo słuchowisk, a w następnej dekadzie sztuki dla Teatru Telewizji. Później wciągnęła mnie produkcja filmowa. Przyjemne, ale absorbujące zajęcie, które się jednak dwa lata temu skończyło. Wróciłem więc do pisania. Wydałem najpierw powieść, potem napisałem „Trójkę”. To mój pierwszy dramat po długiej przerwie.

Czy mógłby Pan scharakteryzować bohaterów „Trójki”?

Dramat rozgrywa się miedzy matką, synem i jego dziewczyną, a później żoną. Matka ma niezwykle silną, przytłaczającą osobowość, ponadto jest ustawiona i zamożna, co ma tu swoje znaczenie. Jej syn bowiem nie ma pieniędzy – pracuje jako naukowiec – a lubi wygodne życie, co w jakimś sensie od matki go uzależnia. Trzecim zamykającym trójkąt biegunem jest jego ukochana, dziewczyna z prowincji, absolwentka ASP wyrabiająca artystyczną biżuterię. Jej coraz bardziej przeszkadza ciągłe ingerowanie teściowej w ich życie. Chłopak jest więc między młotem a kowadłem.

Dziewczyna nie akceptuje matki swojego narzeczonego.

Nie akceptuje, z wzajemnością zresztą, jednak mimo tej niechęci korzysta z tego, co matka może jej zaoferować. Przyjmuje pomoc finansową przy zakupie mieszkania i wykorzystuje jej kontakty do zdobycia miejsca w ekskluzywnym szpitalu położniczym. Ale czuje coraz silniejszy dyskomfort z tego powodu.

Bardzo ciekawa jest rzeczywistość, w której rozgrywa się akcja dramatu. Czytając tekst miałam wrażenie, że to wszystko dzieje się w głowie chłopaka.

Dokładnie, takie było zamierzenie. Fabuła oparta jest na rozmowie mężczyzny ze swoją zmarłą matką, ale o tym dowiadujemy się dopiero na końcu. Wtedy też wyjaśnia się, że cała ta rozrachunkowa rozmowa rozgrywała się w jego wyobraźni. W pierwszej scenie bohater pyta matkę „Dlaczego to zrobiłaś?”, ale czytelnik dopiero na ostatniej stronie dowiaduje się, że pytanie dotyczyło jej śmierci.

Z informacji zwrotnych, które Pan dostawał wynika, że odbiorcom było szkoda matki, czy raczej traktowali ją jako negatywną postać?

Większość osób, z którymi rozmawiałem traktowało matkę krytycznie. Oczywiście sam fakt jej śmierci wzbudza odruch współczucia, ale jest to osoba tak apodyktyczna i dyktatorska, że trudno ją lubić.

Czytając sztukę miałam wrażenie, że te wszystkie trzy postaci nie potrafią zmienić nawyków, które niszczą ich relacje.

Moi bohaterowie, zwłaszcza matka, postępują bez wątpienia autodestrukcyjnie, ale nie potrafią inaczej. Wiedzą, że niszczą także siebie, ale nie potrafią zapanować nad wewnętrznymi siłami, one okazują się mocniejsze.

Co musiałoby się stać między bohaterami, żeby „Trójka” zakończyła się happy endem?

Gdyby matka przeżyła, syn musiałby postawić jej pewne warunki, zacząć trzymać ją na dystans, na bezpieczną odległość i nie pozwolić na tak głębokie ingerowanie w jego życie. Zmiana musiałaby zajść przede wszystkim w nim.

Skąd wziął się pomysł na temat Pana sztuki?

Widzę wokół siebie mnóstwo związków opartych na chorych fundamentach. Obserwuje młodych ludzi, z pokolenia moich córek, którzy bardzo chętnie korzystają z uroków życia, dzięki wsparciu rodziców. Problem w tym, że niekiedy ich nie akceptują, lekceważą i to w sumie wydaje mi się nie w porządku.

Czy to specyfika młodego pokolenia?

Wydaje mi się, że moje pokolenia było bardziej samodzielne, a na pewno miało trudniejszy start. Coś takiego jak wynajęcie mieszkania, czyli rzecz dziś normalna, było bardzo trudne. Kupno – właściwie niemożliwe, mieszkanie „dostawało się” od państwa, tyle, że po 20 latach oczekiwania. Rodzice zawsze pomagali swoim dzieciom, nam też, ale pokolenie dzisiejszych 30-latków wydaje mi się wyjątkowo rozpieszczone.

Jaką wartość niesie napisanie sztuki dla autora tekstu?

Wyrażenie siebie, wyrzucenie czegoś co tkwi głęboko w środku i domaga się wyjścia na zewnątrz. Tak jak powiedziałem wcześniej, mnie zainspirowała obserwacja młodych ludzi i pewne „wkurzenie” na ich roszczeniowe i nieszczere relacje z rodzicami. Pomyślałem, jakie to by było straszne, gdybym ja też miał takie relacje ze swoimi córkami i napisałem o tym.

Rozmawiała Marianna Fijewska.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: