O bohaterach, którzy pragną miłości

cropped-logo_slowo_aktor_spotkanie_zielen-011.jpgO bohaterach, którzy pragną miłości

Rozmowa z Tomaszem Wernym, autorem dramatu „Z życia niższych sfer”

„Z życia niższych sfer” to opowieść o mężczyźnie, który, za sprawą ogłoszenia erotycznego, trafia do mieszkania kobiety. Jednak spotkanie bohaterów ma zupełnie inny przebieg niż planowali. Nawiązuje się między nimi bardzo poważna relacja.

Relacja, która nie nawiązałaby się gdyby doszło do tego, do czego miało dojść. „Z życia niższych sfer” to sztuka o potrzebie miłości. To sformułowanie mogłoby wywołać protest, bo przecież fabułą opowieści jest to, że starszy mężczyzna odwiedza prostytutkę. Ale nie o to chodzi. To opowieść o relacjach psychologicznych miedzy trójką ludzi. Główni protagoniści-Tomasz i Ewa spotkali się i w rozmowie przywołują osobę Marka. Ta trzecia postać dramatu, która na scenie nie pojawia się, jest równie ważna jak dwie pozostałe.

Co łączy pojawiających się na scenie bohaterów, prócz mężczyzny, którego (jak się okazuje) oboje bardzo dobrze znają.

Myślę, że ich wspólną cechą jest właśnie potrzeba miłości. Oboje jej pragną, ale oboje nie mogą tego pragnienia zaspokoić i to jest gorzka konkluzja mojej sztuki. On się z nią nie przesypia, tylko szczerze rozmawia i w pewnym sensie zaspokaja tę potrzebę, choć w innym sensie wcale jej nie zaspokaja. To jest paradoks. Jej potrzeba miłości jest zupełnie inna. Tomasz, główny protagonista sztuki, poznaje ją jako prostytutkę. Ale ona nie jest przecież tak naprawdę prostytutką, a jedynie prostytuuje się doraźnie, by pomóc finansowo swemu partnerowi. Potrzeba miłości tej kobiety jest inaczej zdefiniowana ale równie silna.

Główna bohaterka Pana dramatu ma niewiele cech, które mogą kojarzyć się z prostytutką. Jest wykształcona, mądra i wrażliwa.

Dla mnie ona jest przykładem osoby, która do czegoś dąży, czegoś szuka i niezależnie czy weszła w ślepą uliczkę, czy nie, istotą jej dążeń jest chęć wyrwania się ze środowiska, z którego pochodzi (co zresztą jej się udaje). Swoją drogą, moim zdaniem, nie można bezkarnie żyć w ten sposób. Intelektualista może bezkarnie nosić worki na kolei, ale kobieta nie może bezkarnie być prostytutką. Moja bohaterka na pewno ponosi osobiste konsekwencje swojego wyboru.

Czy to jest rzeczywiście możliwe, żeby dwoje obcych ludzi nawiązało tak osobistą relację?

Oczywiście. Kobieta pokazuje mu kim jest, otwiera się przed nim. Ma wyraźną potrzebę opowiedzenia komuś o sobie, komuś uważnemu, kto chce słuchać, a jednocześnie nie będzie miało to żadnych konsekwencji w przyszłości. Wykorzystałem tutaj syndrom opowieści w poczekalni lub pociągu. Choć dzisiaj pasażerowie już ze sobą nie rozmawiają, ja pamiętam czasy kiedy tak było. Mnie także zdarzały się sytuacje, że zwierzałem się nieznajomym, zdradzając intymne szczegóły ze swego życia, bo wiedziałem, że już nigdy tej osoby nie spotkam, a nawet jeśli, to zupełnie nic z tego nie wyniknie.

To znaczy, że bohaterowie Pana dramatu już się nie spotkają?

Nie sądzę by więcej się spotkali, a jeśli nawet – nie będzie to miało żadnego znaczenia. Gdyby wpadli na siebie na ulicy, może odbyliby grzecznościowy small talk. Jeśli spotkaliby się przypadkiem we trójkę, przyjaciel-nieprzyjaciel na pewno pochwaliłby się swoją młodą partnerką , a ona i on udawaliby, że widzą się po raz pierwszy i na tym zakończyłoby się ich spotkanie.

Jakie wartości wynieśli z tego spotkania bohaterowie?

Wzbogacający kontakt z drugim człowiekiem. Gdyby „Z życia niższych sfer” miało być filmem, to ostatnia scena byłaby bardzo wymowna. Mężczyzna wyszedłby z mieszkania kobiety, ale nie pędziłby tak szybko do windy, tylko zatrzymałby się na chwilę, jakby chciał wrócić. Za to ona stałaby po drugiej stronie drzwi tak, jakby miała mu jeszcze otworzyć. Choć wiadomo, że nie otworzy, bo zaraz ma drugiego klienta. Nastąpiłoby zawieszenie.

Jednak mimo to sztuka kończy się i zaczyna w ten sam sposób. W ostatniej scenie kobieta wpuszcza do mieszkania następnego klienta, tym samym bezbarwnym, automatycznym głosem.

Oczywiście, ona z powodu rozmowy z nim nie odwołuje kolejnej wizyty, ale co się stanie dalej, nie wiadomo. Nie jestem moralizatorem i sztuka też nie powinna moralizować. Można tylko wyobrażać sobie dalszy ciąg tej historii. Ja myślę, że ci ludzie pod koniec dziania się są inni niż na początku dziania się i niech ta inność zostanie domysłem.

Rozmawiała Marianna Fijewska.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: